Dziś obudziły mnie promienie słońca, co ostatnio miało miejsce dobrych kilka miesięcy temu, z końcem lata. No i cóż, zatęskniłam za wiosną jeszcze mocniej, ale wyjrzałam za okno z nadzieją na zdjęcia, a tam... wiatr, brzydko. Tylko to słońce dobre. No to wzięłam Nel (znów) na parapet i zaczęłam focić z braku laku. Ale o dziwo wyszło mi to... bardzo dobrze, tak myślę. Chyba robię postępy. Więc zapraszam, pokażę wam mój własny skrawek wiosny.
No cóż, jak zwykle widać podobieństwo i nie jestem pewna, czy to mój zmysł obserwacji, widzący maleńkie, ale istotne różnice, czy po prostu zamiłowanie do tematycznych zdjęć. W każdym razie, wyszło chyba dobrze.
Za sukienkę i wianek dziękuję Kyuo, tym razem pamiętam od razu!
Mam nadzieję, że wy też poczuliście choć odrobinę tej mojej parapetowej wiosny.
PS. Wiecie, że Kyo chwilowo nie ma w domu? Aktualnie siedzi w Katowicach, bo pojechała po nową buzię, już nie mogę się doczekać!!
PS. Wiecie, że Kyo chwilowo nie ma w domu? Aktualnie siedzi w Katowicach, bo pojechała po nową buzię, już nie mogę się doczekać!!
Z tego co przepowiadają to chyba tylko tyle z tej wiosny będzie. Ale pylić oczywiście i tak musi... A tak pozytywniej to chętnie zobaczę odmienioną Kyo! Bardzo lubiłam ją ze stockowym makijażem, ale zmiany bywają dobre <3 Nel oczywiście wyszła fenomenalnie, ale to u niej codzienność ;)
OdpowiedzUsuńsłoneczna sukienka,
OdpowiedzUsuńzielona peleryna w tle
i wianek we włosach -
czegóż chcieć więcej?!